Na Bałtyku stanęły fundamenty dla 100 turbin wiatrowych. Jeden obrót wiatraka wygeneruje prąd dla rodziny na cztery dni

 

Fot. Materiały prasowe Equinor/Polenergia

 

 

  • Elektrownie wiatrowe na Bałtyku zapewnią Polsce energetyczne bezpieczeństwo.
  • Swoje projekty stawiają: Equinor z Polenergią, Orlen i PGE.
  • Docelowo cały offshore ma zapewnić Polsce 4,1 GW energii.

Jeden Bałtyk, trzy projekty offshore

Na Bałtyku trwają prace – i to zakrojone na szeroką skalę. Korzystając z silnie wiejących tam wiatrów, trzy konsorcja budują swoje elektrownie wiatrowe: Orlen z Northland Power (ich wspólny projekt nazywa się Baltic Power), PGE i Ørsted (Baltica) oraz Polenergia z Equinorem (trzy projekty: Bałtyk 1,2 i 3).

 

Najbardziej zaawansowane są prace przy Baltic Power. Konkurencja – Equinor z Polenergią – informuje natomiast, że zakończyła się wielomiesięczna budowa potężnych podwodnych fundamentów pod 100 turbin wiatrowych dla wiatrowni Bałtyk 2 i Bałtyk 3. ten projekt ma być gotowy pod koniec 2027 roku.

Co stawiano na morzu?

Fundament każdej ze 100 turbin składa się z monopala osadzanego w dnie morskim oraz montowanego na nim elementu przejściowego (transition piece). To na takich zestawach w 2027 r. będą instalowane wieże i turbiny farm. W przypadku projektów Bałtyk 2 i 3 monopale mają długość sięgającą ok. 70 metrów. Montowane na nich elementy przejściowe mają ok. 17 metrów wysokości i ważą blisko 400 ton.

 

Każda ze stu turbin będzie miała moc zainstalowaną 14,4 MW i wysokość 260 metrów. Żeby zobrazować o czym mowa: to więcej niż Pałac Kultury i Nauki. Jeden obrót łopat takiej turbiny ma zdolność wyprodukowania energii, pokrywającej czterodniowe zapotrzebowanie na prąd gospodarstwa domowego.

 

Co istotne, elementy przejściowe zostały dostarczone i zainstalowane wraz z większością docelowego wyposażenia zamontowanego na elemencie przejściowym, obejmującego m.in. platformy robocze, systemy dostępu oraz miejsca transferu załóg.

 

Fot. Materiały prasowe Equinor/Polenergia

 

Stanęły też konstrukcje wsporcze

– Zakończenie instalacji fundamentów pokazuje skalę postępu osiągniętego na morzu. Za każdą z tych konstrukcji stoją lata przygotowań, setki specjalistów oraz ścisła współpraca zespołów na morzu i lądzie. Ten etap został zrealizowany dzięki doświadczeniu offshore i konsekwentnemu podejściu do bezpieczeństwa oraz jakości – komentuje Michał Jerzy Kołodziejczyk, prezes zarządu Equinor Polska.

 

Równolegle z instalacją fundamentów turbin prowadzono również montaż konstrukcji wsporczych (tzw. jacket) dla dwóch morskich stacji elektroenergetycznych (OSS), które w przyszłości będą odpowiadały za odbiór i przesył energii z farm do lądu. Jackety to kratownicowe konstrukcje o wymiarach około 30 na 30 metrów i wysokości 50 metrów, zaprojektowane specjalnie do pracy w ekstremalnych warunkach.

 

Każda z ważących 3,5 tysiąca ton konstrukcji wsporczych jest zakotwiczona w dnie za pomocą ośmiu pali. W następnym kroku na tych platformach zostaną zamontowane części główne stacji (tzw. topside). W efekcie morskie stacje elektroenergetyczne farm Bałtyk 1 i 2 będą miały wysokość ok. 100 metrów i masę siedmiu tysięcy ton. Odpowiada to ciężarowi 280 w pełni załadowanych ciężarówek, które ustawione jedna za drugą zajęłyby ponad cztery kilometry drogi.

 

Po uruchomieniu, obie farmy wiatrowe będą mogły produkować energię elektryczną odpowiadającą rocznemu zapotrzebowaniu ponad 2 milionów gospodarstw domowych. Pierwsza energia z projektów planowana jest w 2027 roku, a pełne uruchomienie farm w 2028 roku.

 

Źródło: Inżynier Budownictwa/Polenergia

 

Redakcja poleca:

 

 

 

 

 

 

AI na placu budowy: bezpieczeństwo pracy i monitoring w czasie rzeczywistym

 

 

mgr inż. Krzysztof Liszka
biegły sądowy z zakresu budownictwa

 

 

 

 

W tekście:

  • Nowe oblicze bezpieczeństwa na budowie
  • Monitoring w czasie rzeczywistym i analiza danych
  • Etyka, prywatność i prawo
  • Przyszłość: zintegrowane systemy bezpieczeństwa

Plac budowy należy do najbardziej ryzykownych miejsc pracy. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2024 r. w budownictwie odnotowano ponad 4000 wypadków przy pracy, z czego 12% miało charakter ciężki lub śmiertelny. W odpowiedzi na te dane coraz więcej firm wprowadza systemy AI, które działają jak cyfrowy inspektor bezpieczeństwa [1].

Nowe oblicze bezpieczeństwa na budowie

Algorytmy przetwarzają obraz z kamer CCTV oraz dronów i rozpoznają niebezpieczne sytuacje, takie jak brak odzieży ochronnej, np. kasku, przebywanie w strefie zagrożenia lub brak barier ochronnych. Przykładowo: jedna z dużych polskich firm budowlanych testuje system, który automatycznie wykrywa osoby bez kamizelki odblaskowej, a następnie wysyła powiadomienie SMS do kierownika budowy. Inne przedsiębiorstwo wdrożyło rozwiązanie do analizy ruchu maszyn ciężkich – gdy operator znajdzie się zbyt blisko ludzi, system emituje sygnał dźwiękowy (rys. 1) [2].

 

Takie narzędzia pozwalają ograniczyć liczbę incydentów o 30–50%, co potwierdzają wyniki pilotażowych wdrożeń systemów AI prowadzonych przez duże firmy budowlane w Polsce (np. [3]). Jednocześnie rozwiązania te wspierają nadzór bhp, który ze względu na skalę i złożoność inwestycji nie może być obecny w każdej strefie placu budowy w tym samym czasie.

 

AI na placu budowy

Fot. © AU USAnakul – stock.adobe.com

Monitoring w czasie rzeczywistym i analiza danych

Kluczowym elementem nowych technologii bezpieczeństwa są systemy real-time monitoring, które łączą sztuczną inteligencję, internet rzeczy (IoT) i analitykę danych. Na budowie rozmieszcza się kamery oraz sensory, które przesyłają dane o temperaturze, hałasie, zapyleniu, drganiach czy obecności gazów. AI analizuje te dane w czasie rzeczywistym, wykrywa odchylenia od norm i alarmuje osoby odpowiedzialne.

 

Na jednym z warszawskich placów budowy wdrożono czujniki jakości powietrza oraz system wizyjny do analizy zachowania pracowników. Gdy algorytm zauważa, że ktoś zbliża się do krawędzi bez zabezpieczeń, automatycznie uruchamia ostrzeżenie świetlne. W ten sposób technologia wspiera kulturę bezpieczeństwa nie jako narzędzie kontroli, lecz prewencji [4].

 

Dane z monitoringu są także gromadzone i analizowane długofalowo, co pozwala na identyfikację powtarzalnych wzorców ryzyka. Wyniki analiz powypadkowych oraz badań z zakresu ergonomii pracy wskazują, że podwyższone ryzyko incydentów często przypada na środkową część dnia roboczego, co wiąże się z czasowym spadkiem koncentracji oraz zmęczeniem pracowników.

 

Redakcja poleca:

AI na placu budowy

Rys. 1. Wizualizacja systemu monitoringu AI na placu budowy. Rys. autora

 

AI na placu budowy

Rys. 2. Wizualizacja systemu monitoringu AI na placu budowy. Rys. autora

 

Predykcja zagrożeń – od reakcji do prognozy

Nowoczesne systemy nie tylko reagują na nieprawidłowości, ale również przewidują, gdzie i kiedy może się pojawić zagrożenie. W oparciu o dane z wielu budów, warunki pogodowe, harmonogram prac oraz rotację pracowników algorytmy uczenia maszynowego budują modele ryzyka. Przykładowo, jeśli przewidywana jest zmiana pogody (np. silny wiatr), system może zasugerować przesunięcie montażu elementów stalowych lub wstrzymanie pracy żurawi. Tego typu rozwiązania są obecnie testowane w ramach projektów badawczo-rozwojowych realizowanych we współpracy przedsiębiorstw budowlanych z jednostkami naukowymi.

 

W badaniach tych analizowane są dane z rzeczywistych placów budowy w celu opracowania predykcyjnych modeli bezpieczeństwa pracy. AI może również wykrywać korelacje między doświadczeniem osoby a liczbą wypadków. Jeśli system zauważy, że na danej budowie przebywa wielu nowych pracowników, np. tymczasowych, automatycznie rekomenduje przeprowadzenie dodatkowego szkolenia z zasad bhp [5]. W tab. 1 zebrano przykładowe czynniki ryzyka analizowane przez systemy predykcyjne, wraz z potencjalnym działaniem systemu.

 

Tab. 1. Przykładowe czynniki ryzyka analizowane przez systemy predykcyjne

AI na placu budowy

Tab. autora

 

Drony i kamery, czyli „oczy” sztucznej inteligencji

Drony wyposażone w kamery i czujniki termiczne stają się coraz częstszym elementem systemów nadzoru. W Polsce duże przedsiębiorstwa budowlane wykorzystują je m.in. do inspekcji trudno dostępnych stref: dachów, rusztowań i konstrukcji stalowych. Dzięki integracji z AI dron potrafi automatycznie rozpoznać pęknięcia, odkształcenia lub brak elementów zabezpieczających.

 

W jednym z pilotażowych projektów realizowanych w ramach dużej inwestycji kubaturowej w Gdańsku drony wykonywały przeloty nad placem budowy co 30 min. Zebrane obrazy były analizowane przez sieci neuronowe, które oznaczały obszary wymagające interwencji. Takie rozwiązanie skraca czas kontroli technicznej o 70% i zmniejsza liczbę osób, które muszą fizycznie wchodzić na niebezpieczne wysokości [4].

Etyka, prywatność i prawo

Wraz z popularyzacją AI pojawiają się pytania o zapewnienie prywatności i zgodności z przepisami. Czy monitoring wideo z analizą zachowań nie narusza praw pracowników? Polskie firmy starają się balansować między skutecznością a etyką, np. poprzez anonimizację nagrań (rozpoznawanie sylwetek zamiast twarzy) czy ograniczanie czasu przechowywania danych.

 

Zgodnie z RODO pracodawca musi poinformować pracowników o zakresie przetwarzania danych i celu monitoringu. W praktyce oznacza to, że AI ma służyć poprawie bezpieczeństwa, a nie kontroli efektywności pracy. W przyszłości kwestie te mogą zostać szczegółowo uregulowane w nowelizacji prawa budowlanego oraz przepisach o cyberbezpieczeństwie infrastruktury krytycznej [7].

Przyszłość: zintegrowane systemy bezpieczeństwa

Eksperci przewidują, że do końca dekady pojawią się w Polsce pierwsze w pełni zautomatyzowane place budowy, na których sztuczna inteligencja będzie zarządzać bezpieczeństwem, logistyką i dokumentacją. Zintegrowane systemy będą analizować dane z setek czujników, tworząc tzw. cyfrowego bliźniaka budowy, czyli dynamiczny model 3D odzwierciedlający wszystkie zachodzące procesy w czasie rzeczywistym.

 

Wizja ta nie jest odległa. Projekty pilotażowe już działają w Katowicach i Wrocławiu, gdzie AI współpracuje z systemami BIM oraz ERP, automatycznie generując raporty bezpieczeństwa. Technologia, która jeszcze kilka lat temu była domeną laboratoriów, dziś staje się realnym elementem codzienności inżyniera budownictwa.

Podsumowanie i wnioski

  • AI zwiększa bezpieczeństwo pracy, ponieważ monitoruje i analizuje dane z kamer, dronów i sensorów w czasie rzeczywistym.
  • Duże, działające w Polsce firmy budowlane wdrażają innowacyjne rozwiązania oparte na uczeniu maszynowym.
  • Systemy predykcyjne potrafią przewidywać wypadki, uwzględniając czynniki środowiskowe i ludzkie.
  • Kluczowe wyzwania to ochrona prywatności, przejrzystość algorytmów oraz akceptacja społeczna.
  • Przyszłość budownictwa to pełna integracja AI z systemami zarządzania projektami oraz cyfrowymi bliźniakami budów.

 

Literatura
[1] Kowalski Z., „Sztuczna inteligencja w budownictwie – przegląd zastosowań”, w: Inżynieria i Budownictwo, nr 5/2023.
[2] Nowak M., Systemy predykcyjne w zarządzaniu bezpieczeństwem pracy, Kraków: Wydawnictwo Politechniki Krakowskiej, 2022.
[3] AI na budowie – wdrożenia i efekty pilotażu, raport, Warszawa: Budimex S.A., 2024.
[4] Bezpieczna Budowa 4.0, materiały konferencyjne, Kraków: Skanska Polska, 2023.
[5] Integracja BIM i AI w systemach bezpieczeństwa pracy, Warszawa: Mostostal Warszawa 2024.
[6] PN-EN ISO 45001:2024-02 Systemy zarządzania bezpieczeństwem i higieną pracy – Wymagania i wytyczne stosowania.
[7] Ustawa z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (t.j. Dz.U. z 2026 r. poz. 524 ze zm.).

List otwarty PIIB i IARP w sprawie warunków technicznych

 

fot. stock.adobe.com

 

  • Polska Izba Inżynierów Budownictwa i Izba Architektów RP wystosowały list otwarty do Ministra Finansów i Gospodarki w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie.
  • Od lipca obie Izby wspólnie apelują o wydanie rozporządzenia.
  • Przypominają, że 20 września 2026 r. przestanie obowiązywać dotychczasowy akt prawny.

List otwarty

Polska Izba Inżynierów Budownictwa i Izba Architektów RP wystosowały list otwarty do Ministra Finansów i Gospodarki Andrzeja Domańskiego w sprawie niezwłocznego wydania rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie.

 

„Za dziewięć dni, 20 września 2026 r., przestanie obowiązywać rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Akt, który ma je zastąpić, nie został dotąd podpisany ani ogłoszony w Dzienniku Ustaw” – piszą autorzy listu.

 

„Warunki techniczne nie są aktem pomocniczym. Są przepisami, do których odsyłają art. 5 i art. 7 ustawy – Prawo budowlane i według których organy administracji architektoniczno-budowlanej sprawdzają projekty na podstawie art. 35 ust. 1 tej ustawy. Delegacja z art. 7 ust. 2 pkt 1 ma charakter obligatoryjny: wydanie rozporządzenia jest obowiązkiem ministra właściwego do spraw budownictwa, a nie jego uprawnieniem. Bez obowiązującego rozporządzenia projektant nie ma normy odniesienia dla nowego opracowania, organ nie ma podstawy do oceny zgodności projektu z przepisami techniczno-budowlanymi, rzeczoznawca do spraw zabezpieczeń przeciwpożarowych nie ma czego uzgadniać, a instytucja odstępstwa z art. 9 ustawy traci przedmiot. Decyzje wydane w takim stanie prawnym będą obarczone ryzykiem zarzutu braku podstawy prawnej i mogą być kwestionowane przez lata. Według szacunków samego resortu regulacja ta dotyczy 15 milionów osób. Skutkiem nie będą abstrakcyjne wątpliwości prawne, lecz zawieszone postępowania, wstrzymane inwestycje mieszkaniowe i publiczne, koszty przerzucone na inwestorów i obywateli oraz fala sporów między projektantami, inwestorami i urzędami” – podkreślają eksperci PIIB i IARP.

 

Pełna treść listu dostępna jest tutaj: List otwarty PIIB IARP

Jednym głosem

W lipcu 2026 r. Polska Izba Inżynierów Budownictwa oraz Izba Architektów Rzeczypospolitej Polskiej opublikowały wspólne stanowisko w sprawie konieczności przyjęcia nowych warunków technicznych.

 

„Niepewny status prawny przełoży się bezpośrednio na chaos interpretacyjny, opóźnienia inwestycji, wzrost kosztów oraz ryzyko sporów między projektantami, inwestorami i organami administracji” – ostrzegali eksperci.

 

Źródło: Inżynier Budownictwa

Przemieszczenia poziome prefabrykowanych pali w podłożu organicznym – studium przypadku

 

mgr inż. Bogdan Geletukha

 

W tekście:

  • Materiał źródłowy i zakres analizy
  • Warunki podłoża i rozwiązanie posadowienia
  • Ujawnienie się przemieszczeń i monitoring
  • Mechanizm geotechniczny
  • Ocena stanu pali
  • Działania doraźne i rozwiązania naprawcze
  • Ograniczenia analizy i zasady interpretacji
  • Wnioski dla praktyki projektowej i wykonawczej

 

Fundamenty palowe w warunkach występowania gruntów organicznych są zwykle analizowane przede wszystkim pod kątem nośności osiowej i osiadań. Takie podejście jest niewystarczające, gdy podłoże może przemieszczać się poprzecznie względem pali. Torfy, gytie i namuły charakteryzują się małą wytrzymałością na ścinanie, dużą ściśliwością oraz wyraźnymi właściwościami reologicznymi. Ich obciążenie nasypem technologicznym może zainicjować nie tylko osiadanie, lecz również wypieranie boczne, zwłaszcza przy krawędzi platformy i w kierunku obniżenia terenu.

 

Opisany przypadek dotyczy zespołu obiektów handlowo-usługowych realizowanych w formule generalnego wykonawstwa. Nazwy własne, adres i oznaczenia obiektów pominięto. Zachowano natomiast parametry techniczne istotne dla oceny mechanizmu. Celem artykułu nie jest rozstrzygnięcie odpowiedzialności uczestników procesu, lecz pokazanie, jakie dane powinny zostać skojarzone, aby prawidłowo zdiagnozować narastające przemieszczenia pali.

 

Przemieszczenia prefabrykowanych pali

Fot. i tab. autora

Materiał źródłowy i zakres analizy

Analizę oparto na dokumentacji geologiczno-inżynierskiej i geotechnicznej, projektach palowania oraz platform roboczych, metrykach wbijania, inwentaryzacjach powykonawczych, seriach pomiarów geodezyjnych, wynikach badań ciągłości metodą niskonaprężeniową PIT i badań dynamicznych PDA oraz próbnych obciążeniach statycznych SPLT. Materiał uzupełniały obliczenia numeryczne współpracy podłoża, platformy i pali w układzie przestrzennym.

 

Dane nie tworzyły jednej, spójnej serii. Poszczególne pomiary wykonywano w różnych terminach i układach odniesienia, a badania PIT przeprowadzono przed zakończeniem procesu narastania przemieszczeń. Z tego względu wyniki oceniano oddzielnie dla nośności pionowej, ciągłości trzonu, przemieszczeń geometrycznych oraz odporności pala na zginanie. Jest to ważna zasada diagnostyczna – pozytywny wynik jednego rodzaju badania nie zamyka oceny pozostałych mechanizmów zniszczenia.

 

Redakcja poleca:

Warunki podłoża i rozwiązanie posadowienia

W podłożu rozpoznano nawodnione grunty organiczne: torfy, gytie oraz namuły o miąższości dochodzącej lokalnie do ok. 10,5 m [1]. Spąg warstw słabonośnych był nachylony, a w sąsiedztwie znajdowały się obniżenie terenu i odbiornik wód. Taki układ sprzyjał kierunkowemu przemieszczaniu się masywu gruntowego. Wartości  wytrzymałości na ścinanie bez odpływu należały do bardzo niskich, co zwiększało znaczenie zarówno stateczności platformy, jak i smukłości pali pracujących w słabym ośrodku.

 

Zastosowano prefabrykowane pale żelbetowe o przekroju 30 × 30 cm, wykonane z betonu C40/50 i wbijane do nośnych warstw mineralnych. Wybrana technologia była racjonalna z punktu widzenia szybkości, kontroli procesu instalacji i nośności osiowej [2–4]. Użycie ciężkiej palownicy wymagało platformy roboczej z materiałów mineralnych, wzmacnianej geosyntetykami. Jej projekt musiał jednak obejmować nie tylko sprawdzenie bezpieczeństwa sprzętu, lecz również analizę zmian naprężeń, konsolidacji, stateczności krawędzi oraz wpływu etapowania na wykonane pale.

 

Literatura
[1] Rozpoznanie podłoża, projekty i metryki palowania, pomiary geodezyjne oraz wyniki badań PIT, SPLT i PDA, dokumentacja niepublikowana analizowanej inwestycji, 2024.
[2] PN-EN 12699:2015-06 Wykonawstwo specjalnych robót geotechnicznych – Pale przemieszczeniowe.
[3] Gwizdała K., Fundamenty palowe, t. 1 „Technologie i obliczenia”, wyd. 2, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011.
[4] Gwizdała K., Fundamenty palowe, t. 2 „Badania i zastosowania”, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2013.

 

>>> Cały artykuł dostępny jest w numerze 9/2026 miesięcznika „Inżynier Budownictwa”.

>>> Członkowie Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa mają dostęp do miesięcznika przez portal członkowski >>>

Nie tylko elektryczne hulajnogi terroryzują miasta. Młodzież ma nową „zabawkę”

 

fot. Wioletta/stock.adobe.com

 

  • W przestrzeni miejskiej pojawiło się nowe zagrożenie.
  • To młodzież szalejąca na małych motorkach.
  • Taka „zabawa” może się skończyć w sądzie rodzinnym.

Miejski sport

Młodzież na elektrycznych hulajnogach to problem w całej Polsce. Straszą pieszych, zajeżdżają drogę autom, stanowią zagrożenie dla innych i dla siebie. W dodatku robią to celowo, traktując popisy jako „miejski sport”. Jednym z elementów „zabawy” jest ucieczka przed strażą miejską i policją.

 

Tylko we wrześniu 2026 r. do wypadku z udziałem elektrycznych hulajnóg doszło w:

 

  • podwarszawskiej miejscowości Błonie-Wieś – dwóch mężczyzn na jednej hulajnodze zostało potrąconych przez ciężarówkę, ich życia nie udało się uratować;
  • miejscowości Wilków-Osiedle – elektryczna hulajnoga zderzyła się z BMW, kierujący hulajnogą 23-latek trafił do szpitala;
  • Koszalinie – 15-latek na elektrycznej hulajnodze prawie porozjeżdżał pieszych na chodniku.

 

Podczas gdy politycy debatują, co z tym fantem zrobić, pojawiło się już nowe zagrożenie: surrony.

Co to jest surron?

Surrony to elektryczne motorki crossowe – bardzo lekkie i ciche. Choć wyglądają jak zabawki, muszą być zarejestrowane i ubezpieczone (OC), a kierujący musi mieć odpowiednie uprawnienia, w zależności od wersji:

 

  • motorower: A, B lub AM (od 14. r.ż.),
  • motocykl: A lub B (od minimum 3 lat).

 

Pierwszy głośny pościg już za nami. W Rybniku szarżę 14-sto i 15-latka przerwała policja. Oprócz wykroczeń – jazdy bez uprawnień, jazdy niezarejestrowanym pojazdem i jazdy po chodniku – odnotowano również przestępstwo ucieczki przed policją – przez co sprawa skończy się w sądzie rodzinnym.

 

Źródło: Inżynier Budownictwa/auto-swiat.pl

Centra danych wchodzą do Polski. Trzy wątpliwości

 

fot. oselote/stock.adobe.com

 

  • Centra danych wchodzą do Polski.
  • Pojawiają się obawy o zużycie energii i wody.
  • W USA działa już cały ruch „Stop Data Centers”.

Co to jest centrum danych?

Centrum danych to element infrastruktury, związany z rozwojem zaawansowanych baz danych. Znajdują się w nim m.in. serwery, sprzęt sieciowy i systemy pamięci. Jego główne zadania to: przechowywanie, przetwarzanie oraz dystrybucja danych.

 

Historia centrów danych sięga lat 40. XX wieku. Najbardziej znanym obiektem z tego okresu jest ENIAC – stworzony na potrzeby amerykańskiej armii na Uniwersytecie w Pensylwanii w 1946 roku. Na 140m² stanęło wówczas 40 stalowych szaf.

 

Samo pojęcie „centrum danych” pojawiło się w latach 70. XX wieku. Coraz więcej instytucji zaczęło budować wyspecjalizowane pomieszczenia dla swojego sprzętu komputerowego. Dekadę później potrzebne już były osobne budynki. Intensywny wzrost zapotrzebowania na centra danych nastąpił w latach 20. XXI w., w związku z rozwojem sztucznej inteligencji.

Stop Data Centers

Przez Stany Zjednoczone, w których działa już ponad 2 tys. dużych centrów danych, przetacza się obecnie fala protestów „Stop Data Centers”, a kolejne stany zaostrzają przepisy regulujące budowę tego typu obiektów. W lipcu br. zakaz budowania centrów danych AI o mocy ponad 50 MW wprowadził Nowy Jork. Dlaczego?

 

Przeciwnicy centrów danych punktują:

 

  1. Centra danych zużywają mnóstwo energii, a koszty często ponoszą obywatele; zdarza się nawet, że muszą znaleźć nowego dostawcę.
  2. Centra danych zużywają ogromne ilości wody na chłodzenie, co może generować problemy z wodą w najbliższej okolicy.
  3. Okoliczni mieszkańcy skarżą się na hałas, drgania i zapach spalenizny.

Centrum danych w Piasecznie

Centrum danych powstaje m.in. w podwarszawskim Piasecznie. Jak podaje miasto, inwestycja jest zgodna z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, a decyzja środowiskowa została wydana po konsultacji z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, Wodami Polskimi i Sanepidem.

 

Do wątpliwości w kwestii zużycia wody odniosło się Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Piasecznie: „W 2023 roku zostały wydane warunki przyłączenia do sieci wodociągowej i kanalizacji sanitarnej dla projektowanych czterech budynków centrum usług handlu elektronicznego i usług przetwarzania danych przy ul. Energetycznej. Wydane warunki uwzględniają zapotrzebowanie na wodę w maksymalnej wysokości 286 m³/dobę, co w przybliżeniu odpowiada zużyciu wody przez średniej wielkości osiedle mieszkaniowe. W perspektywie budowy nowej stacji uzdatniania wody planowana inwestycja będzie stanowić około 2% jej docelowej wydajności, również obecnie, przy istniejących możliwościach produkcyjnych systemu wodociągowego, zapotrzebowanie związane z planowaną inwestycją nie wpłynie na obniżenie obecnej wydajności” – czytamy w oświadczeniu opublikowanym w serwisie piaseczno.eu.

 

W kwestii zużycia energii i wpływu na okolicę jest już nieco bardziej enigmatycznie: „Zgodnie z założeniami Inwestora instalacje techniczne, w tym systemy chłodzenia i zasilania awaryjnego, będą spełniały najwyższe standardy obowiązujące dla nowoczesnych centrów danych. Szczególną uwagę Inwestor przykłada do minimalizowania wpływu inwestycji na okolicznych mieszkańców oraz środowisko”.

 

Centrum danych za 3 mld euro powstaje także w Koninie.

 

Źródło: Inżynier Budownictwa/piaseczno.eu

 

Redakcja poleca:

 

Co się stało z gruntowym imperium Państwowych Gospodarstw Rolnych?

 

Andrzej Prajsnar
ekspert portalu RynekPierwotny.pl

 

W tekście:

  • Jaka instytucja przejęła grunty po likwidacji państwowych gospodarstw rolnych?
  • Ile PGR zostało zlikwidowanych i ile milionów hektarów trafiło do zasobów państwowych?
  • Do kogo trafiły miliony hektarów ziemi po PGR-ach?
  • Co dzieje się z ziemią, która wciąż znajduje się w państwowym zasobie?

Ile milionów hektarów ziemi pozostało po Państwowych Gospodarstwach Rolnych?

O likwidacji państwowych gospodarstw rolnych mówiło się dotąd najczęściej w kontekście skutków społecznych. Faktycznie, okazały się one poważne i długotrwałe. Nie zapominajmy jednak, że PGR-y były nie tylko miejscami pracy, ale również podmiotami gospodarującymi na bardzo dużym areale. PRL cechował się znacznie mniejszym stopniem kolektywizacji rolnictwa niż inne kraje satelickie ZSRR. Mimo tego, pod koniec lat 80. PGR-y gospodarowały na obszarze wynoszącym ponad 3,5 miliona hektarów. Był to areał, który stanowił ponad 10% terytorium kraju. Po likwidacji państwowych gospodarstw rolnych, ten ogromny zasób gruntów przejęła Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa. A co później stało się z milionami hektarów? Na to pytanie opowiadają eksperci portalu RynekPierwotny.pl.

 

Fot. Canva

Zlikwidowano 1666 PGR-ów

Poniższa mapa przedstawia powierzchnię gruntów pozostających w Zasobie Własności Rolnej Skarbu Państwa według stanu z końca stycznia 2026 roku. Mowa o areale wynoszącym około 1,3 miliona hektarów – to powierzchnia, która wciąż robi ogromne wrażenie. Warto jednak pamiętać, że stan wyjściowy był o wiele wyższy. W połowie lat 90. ówczesna Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa dysponowała bowiem areałem rzędu 4,45 mln ha. Około 84% tych gruntów pochodziło z 1666 zlikwidowanych państwowych przedsiębiorstw gospodarki rolnej. Przeciętna powierzchnia przypadająca na jeden PGR wynosiła 2250 ha.

 

 

Aby lepiej zrozumieć sytuację, warto cofnąć się do wydarzeń sprzed 1995 roku. Na przełomie 1991 i 1992 roku powołano Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa, co było efektem ustawy z dnia 19 października 1991 r. o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa. Ten sam akt prawny zdefiniował pojęcie Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa (ZWRSP). Oprócz ziemi z likwidowanych PGR-ów, w jego skład weszły m.in. nieruchomości rolne Państwowego Funduszu Ziemi oraz inne państwowe działki rolne.

 

Redakcja poleca:

W jaki sposób i komu przekazano 3,5 mln ha ziemi należącej do państwa?

Podsumowując – w połowie lat 90. w Zasobie Własności Rolnej Skarbu Państwa znajdowało się około 4,45 mln ha. Do tego areału trzeba jeszcze doliczyć ok. 0,3 mln ha przejętych później działek, co daje 4,75 mln ha jako całkowitą powierzchnię gruntów należących kiedykolwiek do ZWRSP. Jednak obecnie do wspomnianego zasobu należy tylko około 1,3 mln hektarów. Co zatem stało się z ogromnym areałem wynoszącym łącznie 3,45 mln ha?

 

Eksperci RynekPierwotny.pl bazując na danych KOWR (następcy Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa i Agencji Nieruchomości Rolnych) wskazują, że w ramach sprzedaży i odpłatnego przekazania rozdysponowano dotąd 2,75 mln ha. W rachunku brakuje zatem około 0,70 mln ha. Ta powierzchnia została przekazana nieodpłatnie. Najwięcej państwowych gruntów rolnych za darmo przekazano:

  • podmiotom uprawnionym w trybie ustawy prawo wodne (organom właściwym do spraw gospodarowania wodami publicznymi) – 252 738 ha
  • Lasom Państwowym – 157 533 ha
  • kościelnym osobom prawnym (m.in. na podstawie art. 70a ustawy z dnia 17 maja 1989 r.) – 90 457 ha
  • samorządom terytorialnym – 62 276 ha

Co dzieje się z ziemią, która wciąż znajduje się w państwowym zasobie? Aż 80% tego areału – czyli około 1,05 mln ha z łącznej puli 1,32 mln ha – trafiło do rolników w ramach dzierżawy. Inne grunty znajdują się w użytkowaniu wieczystym, trwałym zarządzie, użyczeniu lub użytkowaniu (również bezumownym). Pod koniec stycznia 2026 roku na dalsze rozdysponowanie czekało około 169 000 hektarów.

Państwo ma setki tysięcy hektarów na zachodzie Polski

W zachodniej części Polski Skarb Państwa wciąż posiada setki tysięcy hektarów ziemi po byłych PGR-ach. Liderem jest województwo zachodniopomorskie. Warto jednak zauważyć, że spory zasób państwowych gruntów rolnych przetrwał także w regionach mniej kojarzonych z tą formą gospodarki. Mowa o województwach: dolnośląskim, wielkopolskim, lubuskim, pomorskim oraz warmińsko-mazurskim.

 

 

Kolejny fragment A2 do gruntownej przebudowy. Będzie szerszy i samowystarczalny energetycznie

 

Fot. Dejan Gospodarek/stock.adobe.com

 

  • Umowa obejmuje trzeci z czterech odcinków poszerzanej A2 między Warszawą a Łodzią.
  • Podobnie jak w przypadku poprzednich umów, wykonawcą jest firma Strabag.
  • Do podpisania zostaje jeszcze jedna, na odcinek między węzłami Łódź Północ i Łowicz.

Energetyczna niezależność

To trzecia umowa na fragment A2 Łódź – Warszawa. Jednak rozbudowywany odcinek, na który teraz podpisano umowę, jako pierwszy w kraju będzie samowystarczalny energetycznie. Wszelkie urządzenia związane z funkcjonowaniem drogi (oświetlenie, stacje meteo itd.) będą zasilane z zainstalowanych w sąsiedztwie drogi odnawialnych źródeł energii (OZE).

 

Wykorzystane do tego celu będą także magazyny energii. Jak zapewnia GDDKiA – ma to wkrótce być standardem przy budowie i remontach kolejnych dróg szybkiego ruchu.

 

Przebudowa 25 kilometrów A2 w sumie kosztować będzie 344,8 mln zł, przeprowadzi ją Strabag.

 

 

 

Część kompleksowej modernizacji

Autostrada między Łodzią a Warszawą  to jedna z najważniejszych, ale także i najbardziej zatłoczonych dróg w kraju. Trasa została oddana do użytku w czerwcu 2012 r., a obecnie jej przepustowość zaczęła się wyczerpywać – informuje GDDKiA. Według najnowszego Generalnego Pomiaru Ruchu, liczba pojazdów poruszających się każdego dnia tą drogą waha się od blisko 60 tysięcy w okolicy Łodzi do niemal 100 tysięcy w Warszawie.

 

Na rozbudowę tej części A2 czekają zarówno kierowcy, jak i przedsiębiorcy działający w branży transportowej. Poszerzony odcinek ułatwi bowiem w przyszłości szybki i bezpieczny dojazd m.in. do Portu Polska.

 

– Dobudowanie dodatkowych pasów jest koniecznością. Taki scenariusz przewidzieliśmy już na etapie projektowania i podczas budowy drogi. Dzięki pozostawionej rezerwie terenu i odpowiednio większym obiektom inżynierskim (np. wiadukty nad autostradą) budowa dodatkowych pasów ruchu jest dziś możliwa – przekazał rzecznik prasowy GDDKiA, Szymon Piechowiak.

 

Jesienią utrudnienia dla kierowców

Ważna informacja dla kierowców: wkrótce zmiana organizacji ruchu! Wykonawca odcinka Grodzisk Mazowiecki – Konotopa, z którym GDDKiA podpisała umowę 26 czerwca br., rozpoczął już bowiem prace przygotowawcze na skrzyżowaniach dróg, które na czas rozbudowy będą stanowiły alternatywę dla autostrady A2. Prace te zakończą się jesienią.

 

To z kolei będzie zielonym światłem do wprowadzenia czasowej organizacji ruchu na wszystkich czterech odcinkach realizacyjnych między Łodzią i Warszawą i rozpoczęcia właściwych robót na głównym ciągu autostrady.

Trzeci z czterech fragmentów

Rozbudowa autostrady A2 między Łodzią i Warszawą to jedna z najtrudniejszych i najbardziej skomplikowanych inwestycji ostatnich lat. Łączny szacowany koszt całej inwestycji to blisko 1,5 mld zł. 25-kilometrowy odcinek od granicy województw łódzkiego i mazowieckiego do węzła Grodzisk Mazowiecki to trzeci z czterech zaplanowanych etapów tych prac.

 

Ogółem remont obejmie bowiem 92 km drogi, z czego 89 km to budowa dodatkowych pasów, a pozostałe 3 km obejmują prace na wysokości węzła Łódź Północ. Na wysokości samego węzła Łódź Północ, gdzie krzyżują się autostrady A1 i A2, trasa nie wymaga rozbudowy (każda z jezdni ma już w tym miejscu po trzy pasy ruchu). Inwestor przeprowadzi tam jednak dodatkowe prace: wymieniona zostanie stara nawierzchnia i zamontowane energooszczędne oświetlenie drogi.

Co dalej z odcinkiem Łódź Północ – Łowicz?

Dotychczas Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podpisała trzy z czterech umów na przebudowę A2. Chodzi o odcinki: Grodzisk Mazowiecki – Konotopa, węzeł Łowicz – granica województw i obecny. Żeby domknąć inwestycję do podpisania zostanie jeszcze jeden kontrakt: na odcinek od węzła Łódź Północ do węzła Łowicz (długość: 27,9 km).

 

Tu jednak sprawy się komplikują i do akcji wkracza wymiar sprawiedliwości. Pod koniec września w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbędzie się rozprawa w związku ze skargą jednego z wykonawców na wyrok Krajowej Izby Odwoławczej. Chodzi o wybór najkorzystniejszej oferty złożonej w przetargu na ten odcinek.

 

Źródło: Inżynier Budownictwa/GDDKiA

 

Redakcja poleca: 

Konkurs PZITB „Budowa Roku 2025”

 

 

Dzięki bogatej tradycji „Budowa Roku” stała się jednym z najbardziej prestiżowych przeglądów osiągnięć polskiego budownictwa. Tegorocznej edycji konkursu patronat honorowy przyznali: Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Minister Infrastruktury, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego, Główny Inspektor Pracy, Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad, Polska Izba Inżynierów Budownictwa, Polski Związek Pracodawców Budownictwa.

 

 

Członkowie sądu konkursowego podsumowali wyniki przeprowadzonych wizytacji obiektów budowlanych realizowanych w 2025 r. Została również przeprowadzona szczegółowa analiza i ocena posiadanych dokumentów. Ocena zgłoszonych inwestycji obejmowała: jakość wykonanych robót, organizację budowy i czas jej realizacji, rozwiązania techniczno-technologiczne procesu realizacji budowy, bezpieczeństwo pracy oraz ochronę zdrowia, przebieg i formę finansowania inwestycji, koszty realizacji obiektu budowlanego, rozwiązania formalno-prawne w procesie inwestycyjnym, udział inwestora w realizacji obiektu budowlanego oraz wpływ oddziaływania inwestycji na środowisko i gospodarkę regionu.

Laureatów XXXVI edycji Konkursu PZITB „Budowa Roku 2025” poznamy 29 września 2026 r.

 

 

Czytaj także:

Nagrody w Konkursie PZITB „Budowa Roku 2024” rozdane

Wręczono nagrody w XXX edycji konkursu „Modernizacja Roku i Budowa XXI wieku”. Specjalne wyróżnienia Wydawnictwa PIIB

Od października tramwaje w Szczecinie będą zasilane energią wyprodukowaną z odpadów

 

W tekście

  • Ile prądu z odpadów trafi do szczecińskich tramwajów?
  • Które miejskie podmioty są zasilane energią z odpadów?
  • Co to jest EcoGenerator?

Sieć trakcyjna zasilana energią wyprodukowaną ze śmieci

Tramwaje Szczecińskie i Zakład Unieszkodliwiania Odpadów podpisały nową, 10-miesięczną umowę na dostawę prądu, która potrwa do końca lipca 2027 roku. W tym czasie miejski przewoźnik kupi blisko 8,4 tys. MWh energii, co pokryje około 40 proc. jego całego zapotrzebowania.

 

Prąd wyprodukowany w EcoGeneratorze zasili osiem miejskich stacji prostownikowych: „Las Arkoński”, „Piotra Skargi”, „Gontyny”, „Klonowica”, „Gdańska”, „Rugiańska”, „Kaliny” oraz „Pieszą”. To właśnie te punkty odpowiadają za zasilanie sieci trakcyjnej wszystkich linii tramwajowych w Szczecinie. Dzięki temu energia z termicznego unieszkodliwiania odpadów trafi bezpośrednio na miejskie torowiska.

 

Nowy kontrakt opiewa na kwotę 3 777 750 zł netto. To kontynuacja wcześniejszej współpracy ZUO i Tramwajów Szczecińskich. Poprzednia umowa (październik 2024 – lipiec 2025) dotyczyła sześciu stacji prostownikowych i zużycia na poziomie 5 788,10 MWh.

 

Szczecin przekształca odpady w energię elektryczną

Po raz pierwszy energia elektryczna wyprodukowana z odpadów przez szczeciński Zakład Unieszkodliwiania Odpadów została wykorzystana do zasilenia miejskich jednostek Szczecina w 2023 roku. Było to możliwe dzięki otrzymanej rok wcześniej koncesji na obrót energią elektryczną. Energia ta trafiła wówczas do Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego oraz do Szczecińskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Od tamtej pory miejskie podmioty co roku korzystają z prądu produkowanego z odpadów. Wszystko to dzieje się w ramach programu ENERGIA Miasta Szczecin – inicjatywy, która ma doprowadzić miasto do niezależności energetycznej. Więcej na stronie energiamiastaszczecin.eu

 

Redakcja poleca:

EcoGenerator – nowoczesna spalarnia

Zakład Unieszkodliwiania Odpadów, czyli EcoGenerator, znajduje się na Ostrowie Grabowskim w Szczecinie i funkcjonuje od grudnia 2017 roku. W procesie termicznego unieszkodliwiania odpadów komunalnych odzyskuje energię, produkując prąd i ciepło. Jest jedną z najnowocześniejszych spalarni w Europie. Wykorzystuje tzw. mokry system oczyszczania spalin. Zakład realnie chroni środowisko, znacznie zmniejszając ilość śmieci trafiających na wysypiska. Od początku działalności do końca 2025 roku EcoGenerator przyjął do unieszkodliwienia około 1 mln 270 tys. ton odpadów, z których wyprodukował około 4 mln 330 tys. GJ energii cieplnej brutto oraz blisko 568 tys. MWh energii elektrycznej brutto.

 

Szczegółowe informacje o działaniach EcoGeneratora dostępne są na stronie www.ecogenerator.eu

 

Źródło: Inżynier Budownictwa/Zakład Unieszkodliwiania Odpadów w Szczecinie