Najważniejsza jest dobra legislacja, tak by przepis nie był zbyt kazuistyczny, ale jednocześnie nie pozostawiał pola do rozbieżnych interpretacji – mówi Robert Wiktorski, Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego.
Zaczynał Pan w wojewódzkim inspektoracie, a dziś kieruje całym systemem. Co z tamtego pierwszego doświadczenia zabrał Pan ze sobą na ul. Kruczą i wspomina najczęściej?
Początek pracy w wojewódzkim inspektoracie nauczył mnie przede wszystkim, że za każdą decyzją administracyjną stoi człowiek i wiele miesięcy jego pracy. To doświadczenie do dziś wpływa na moje spojrzenie na nadzór budowlany. Z jednej strony organy muszą konsekwentnie egzekwować prawo, z drugiej – nie mogą tracić z oczu ludzi, którzy funkcjonują w tym systemie. Niezwykle ważna jest zatem dobra współpraca. Nawet najlepsze przepisy nie wystarczą, jeżeli zabraknie komunikacji opartej na racjonalnych argumentach, doświadczeniu i odpowiedzialności. To są zasady, które staram się przenosić na każdy poziom współpracy z pracownikami, organami, a przede wszystkim osobami spoza organizacji.
Nadzór budowlany kojarzy się opinii publicznej wyłącznie z kontrolą i sankcją. Jak Pan opisałby sens tej pracy komuś spoza branży?
Powiedziałbym, że nadzór budowlany ma czuwać nad bezpieczeństwem obiektów budowlanych, z których wszyscy korzystamy. Kontrola i sankcje to tylko niektóre z dostępnych narzędzi, jakie powinny stanowić reakcję na występujące nieprawidłowości. Kluczowe jest jednak bezpieczeństwo użytkowników oraz prowadzenie procesu budowlanego w sposób całkowicie zgodny z przepisami prawa.
Istotne jest również zapobieganie tym nieprawidłowościom, w których błędy lub zaniedbania mogą prowadzić do zagrożeń dla życia, zdrowia czy środowiska. Z tego względu dobry nadzór to nadzór edukujący, a jednocześnie stanowczy i przewidywalny. Uczestnicy procesu budowlanego, zwłaszcza profesjonaliści, tacy jak członkowie izb, mają prawo oczekiwać jasnych reguł oraz precyzyjnej wiedzy o standardach, jakie muszą spełniać.
Jakim urzędem ma być GUNB za rok? Proszę o obraz, nie o listę zadań.
Chciałbym, żeby GUNB był urzędem, którego wewnętrzna struktura jest spójna i oparta na współpracy, komunikacji oraz wzajemnym zrozumieniu. Powinien to być urząd dynamiczny, korzystający z nowych technologii, a jednocześnie działający sprawnie, stabilnie i przejrzyście. Chciałbym, żeby strony postępowań, inwestorzy, projektanci czy inżynierowie nie musieli się zastanawiać, jak potoczą się ich sprawy, tylko otrzymywali jasną informację i przewidywalną ścieżkę postępowania.
Widzę GUNB jako urząd, który buduje swój autorytet nie poprzez dystans, lecz dzięki kompetencji i konsekwencji w działaniu. Taki, który potrafi powiedzieć „nie”, kiedy wymaga tego bezpieczeństwo lub prawo, ale równie jasno wskazać, jakie kroki należy podjąć, aby skutecznie rozwiązać dany problem.
Chciałbym także, żeby GUNB stał się centrum dobrego zarządzania, wiedzy i dobrych praktyk dla całej branży budowlanej. Powinien być miejscem, które realnie wspiera organy wojewódzkie oraz powiatowe, działając w taki sposób, aby uczestnicy procesu budowlanego mieli poczucie, że mówimy jednym głosem.
Redakcja poleca:
- Prezes PIIB spotkał się z Głównym Inspektorem Nadzoru Budowlanego
- Prezydent podpisał nowelizację. Komentarz PIIB
Kierował Pan Departamentem Orzecznictwa, więc zna Pan skalę zjawiska – z czego ono wynika i jakimi narzędziami dysponuje główny inspektor, żeby budować jednolitość?
To jest jedno z najważniejszych wyzwań. Różnice w stosowaniu przepisów wynikają z otwartej tekstowości języka, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę. Jednolitość nie może jednak oznaczać mechanicznego używania jednego schematu w każdej sprawie. Powinna gwarantować przewidywalność i aplikowanie takich samych zasad w porównywalnych stanach faktycznych.
Odmienne doświadczenia osób pracujących w organach prowadzą do niejednolitej interpretacji. Jeżeli w stosowaniu prawa będziemy mieli świadomość konieczności używania pojęć niedomkniętych i starali się zrozumieć cel regulacji, to łatwiej będzie nam osiągnąć porozumienie. Wypowiedzi, a tym samym tekst prawny powinny być jasne i odnosić się do rzeczywistego stanu rzeczy. Jeśli uda się to osiągnąć, wówczas orzecznictwo ma szansę być bardziej stabilne i jednolite. Sytuacje, gdy wynik postępowania zależy od tego, w którym powiecie znajduje się inwestycja, będą ograniczone do minimum.
Trzeba przy tym pamiętać, że z zewnątrz sprawy mogą wyglądać podobnie, choć różnią się istotnymi szczegółami. Inwestorzy nie zawsze mają dostęp do wszystkich okoliczności, które organ musi wziąć pod uwagę, dlatego ocena danego rozstrzygnięcia nie zawsze jest w pełni obiektywna. Zdarza się również, że określony kierunek wynika z interpretacji orzeczniczej sądów. Organy nadzoru budowlanego nie mają na nią wpływu, ale muszą uwzględniać to stanowisko w swojej codziennej praktyce.
Główny inspektor, nie dysponując narzędziem w postaci wiążących interpretacji, może opierać się wyłącznie na budowaniu wspólnych standardów i reguł. Służą temu stabilność orzecznictwa, wymiana wiedzy, analiza problemów oraz dialog. W procesie kształtowania tej jednolitości kluczowe jest również sięganie po instrument skargi kasacyjnej. Sami z niego korzystamy i zachęcam do tego także organy wojewódzkie. Najważniejsza jest jednak dobra legislacja – tak by przepis nie był zbyt kazuistyczny, ale jednocześnie nie pozostawiał pola do rozbieżnych interpretacji, co wymaga właściwej identyfikacji problemów i współpracy ze wszystkimi interesariuszami.
Jest Pan współtwórcą Elektronicznego Dziennika Budowy, portalu eBudownictwo i Cyfrowej Książki Obiektu Budowlanego. Które z tych narzędzi uważa Pan dziś za dojrzałe, a które wymagają jeszcze dopracowania?
Każde z nich jest na innym etapie dojrzałości i warto powiedzieć, że aktualnie wymagają dalszego rozwoju. Pokazują, że cyfryzacja może realnie uprościć obieg informacji i ułatwić dostęp do dokumentacji. W przypadku tych narzędzi najważniejsze nie jest samo uruchomienie systemu, lecz jego stabilność, intuicyjność i współpraca z innymi elementami cyfrowego procesu budowlanego.
Cyfryzacja jest procesem, a nie jednorazowym projektem. Celem, jaki przyświecał tworzeniu tych narzędzi, była jak najmniejsza ingerencja w dotychczasową praktykę i wypracowane metody. Dlatego chcemy słuchać użytkowników i ulepszać nasze rozwiązania wszędzie tam, gdzie codzienne użytkowanie wskazuje na taką potrzebę. Jednym z najważniejszych zadań na dziś jest stworzenie spójnego sytemu, który pozwoli organom i innym osobom pracować w sposób świadomy i intuicyjny. Chodzi o to, aby za pomocą jednego narzędzia, opartego na tym samym panelu użytkownika, możliwa była sprawna praca i szybki dostęp do informacji.
Polska Izba Inżynierów Budownictwa uważa, że pełna cyfryzacja jest kierunkiem koniecznym i pożądanym, ale dziś potrzebny jest system mieszany: wdrażamy narzędzia dojrzałe, bez przymusu i wykluczenia cyfrowego. Czy podziela Pan tę ocenę?
Cyfryzacja jest nieunikniona i nie ma odwrotu od nowoczesnego, cyfrowego państwa. Jednocześnie nie może być ona celem samym w sobie, prowadzić do wykluczenia, pomijać dotychczasowych doświadczeń. Jeżeli nowe rozwiązanie ma usprawniać proces, musi być rzeczywiście stabilne i zrozumiałe dla każdego użytkownika. Musimy pamiętać, że system nie może tworzyć barier dla osób, które z różnych powodów potrzebują czasu na dostosowanie się do nowych rozwiązań. Dlatego jestem zwolennikiem podejścia etapowego: rozwijamy narzędzia, które przynoszą realną wartość, monitorujemy ich funkcjonowanie i stopniowo zwiększamy zakres cyfryzacji. Jednocześnie – poprzez edukację a nie przymus – przekonujemy użytkowników do stosowania tych narzędzi. Za tempem zmian technologicznych muszą nadążać także kompetencja oraz praktyka uczestników procesu budowlanego.
Jednak z drugiej strony niezbędne jest przyjęcie jasnej mapy drogowej i harmonogramu wdrażanych zmian, tak aby zapewnić odpowiednią efektywność rozwiązań w stosunku do ponoszonych kosztów.
Polska Izba Inżynierów Budownictwa zrzesza blisko 120 000 inżynierów budownictwa. Jak widzi Pan rolę samorządu zawodowego w systemie, którym Pan kieruje, i w jakich obszarach współpraca powinna być najściślejsza?
Samorząd zawodowy jest dla administracji naturalnym i bardzo ważnym partnerem, ponieważ skupia ludzi, którzy na co dzień uczestniczą w procesie budowlanym i najlepiej znają jego praktyczne problemy. Zależy mi na współpracy, która nie ograniczy się do konsultowania gotowych rozwiązań, ale będzie zaczynała się wcześniej – od wspólnej analizy problemów i określania celów, jakie chcemy osiągnąć.
Szczególnie ważne są dla mnie trzy obszary. Pierwszy to legislacja – dobre przepisy powinny uwzględniać doświadczenia tych, którzy będą je później stosować. Drugi to ujednolicanie praktyki zarówno po stronie organów, jak i uczestników procesu. Tutaj ogromne znaczenie mają szkolenia, wymiana doświadczeń oraz wspólne wyjaśnianie problemów interpretacyjnych. Trzeci obszar to komunikacja. Potrzebujemy jasnego języka i szybkiego przepływu informacji między administracją a środowiskiem zawodowym.
Nie widzę izby jako adwersarza „po drugiej stronie biurka”, ale wyłącznie jako partnera, z którym można wspólnie poprawiać funkcjonowanie całego systemu. Współpraca taka może mieć bardzo konkretny wpływ na codzienną praktykę tysięcy osób.
Czego oczekuje Pan od inżynierów budownictwa — nie jako organ, lecz jako partner?
Przede wszystkim zrozumienia, że główny inspektor nie może być wyłącznie przedstawicielem jednej grupy, lecz musi uwzględniać również takie aspekty jak interes inwestorów i osób trzecich oraz obowiązek czuwania nad zgodnością z przepisami.
Oczekuję odpowiedzialności, racjonalności, szczerości i odwagi w sygnalizowaniu problemów, ale też zrozumienia roli organów. Inżynierowie są bardzo blisko praktyki procesu budowlanego, dlatego ich doświadczenie jest dla administracji niezwykle cenne. Profesjonalizm i dbałość o bezpieczeństwo to najważniejsze aspekty tego partnerstwa. Chciałbym – jak już wspomniałem – otwartej komunikacji, czyli mniej domysłów i stereotypów, a więcej zrozumienia i szczerości w rozmawianiu o tym, co w praktyce działa oraz co wymaga zmiany. Naszym wspólnym celem powinno być zawsze bezpieczeństwo użytkowników, a także sprawność i przewidywalność administracji budowlanej.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Radosław Wojnowski
Fot. archiwum GUNB