Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.

Kobiety w budownictwie

08.03.2019

Praca w terenie stała się żywiołem pani Krystyny. - Krok po kroku zostałam panią inżynier na budowie, co nie ukrywam bardzo polubiłam. Szczerze powiedziawszy siedzenie za biurkiem jest teraz dla mnie trochę karą, bo zdecydowanie wolę budowę, gdzie ciągle się coś dzieje i efekty moich decyzji są szybko widoczne. Właściwie wśród moich znajomych budowlańców jestem jedną z nielicznych pań pracujących głównie na budowach. Fakt ten powoduje często sporo humorystycznych sytuacji. Jak mówi jeden z moich kolegów, najpierw wzrasta „kultura języka”, potem powoli rośnie akceptacja stanowiska kobiety.

- Prawdą jest to, że kobieta, żeby funkcjonować na budowie, musi być zdecydowanie lepiej przygotowana merytorycznie od panów, ponieważ już sama obecność kobiety-inspektora budzi w mężczyznach ducha rywalizacji. Stare przysłowie mówi, że kobieta łagodzi obyczaje i w sytuacjach trudnych (a takich przecież na budowie nie brakuje) wiele razy się ono sprawdziło, bo dyskusja bez niepotrzebnego „skakania sobie do gardeł” stała się merytoryczna i spokojna - kontynuuje.

- Pracując wiele lat na budowie, przekonałam się również o tym, że trzeba rozmawiać z ludźmi: od zbrojarza, cieśli, montażysty, kafelkarza do kierownika budowy czy inżyniera kontraktu. Od każdego człowieka można się wiele nauczyć i z tego należy korzystać. Spotykam coraz częściej na budowach koleżanki z branży, zarówno po stronie wykonawstwa, projektowania, jak i nadzorów, i muszę przyznać, że jesteśmy bardziej konkretne, zorganizowane oraz uporządkowane niż mężczyźni, a także mamy większe poczucie humoru, co zdecydowanie pomaga nam pracować w tym zdominowanym przez mężczyzn środowisku.

Od 2001 r. pani Krystyna należy do PIIB, od 2010 r. jest także delegatem na zjazd Śląskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa, od 2014 r. pracuje w Okręgowej Komisji Rewizyjnej ŚlOIIB, a w 2018 r. została dodatkowo delegatem na zjazd krajowy PIIB.

 

- Minęło już ponad 40 lat od chwili, kiedy pierwszy raz podpisałam listę obecności w Rejonie Dróg Publicznych w Łomży - mówi Krystyna Lipińska.

Później wiele razy zmieniałam pracę. - Z tego powodu mam satysfakcję i wielką radość. Zdobywałam kolejne doświadczenia, kolegów, przyjaciół i dzięki temu znam pracę zarówno na budowach, jak i w administracji. Obecnie - dokładnie po 42 latach i 42 dniach pracy - jestem już na emeryturze, chociaż ciągle jeszcze aktywna zawodowo poprzez nadzory oraz inne zlecenia.

Doświadczenia z „obu stron barykady”, a i znajomość dwóch zawodów, bo z wykształcenia jest drogowcem i sanitarnikiem - bardzo przydają się w wykonywaniu obowiązków Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Podlaskiej OIIB, którym pani Krystyna jest od 2014 r. i nie ukrywa, że jest to dla niej zaszczyt.

- Czasami żartobliwie mówię, że jestem „budowlańcem obojga zawodów”. Moje ścieżki zawodowe bardziej jednak prowadziły mnie po drogach niż po kanałach, choć te drugie również poznałam. Zawsze interesowała mnie budowa, kocham coś robić, poszukiwać nowych wyzwań.

Pani Krysia przypomina sobie miłe, a nawet zabawne sytuacje z życia zawodowego. - Byłam kierownikiem budowy ulic osiedlowych. No i panowie nie bardzo wyobrażali sobie, że może nimi kierować „baba”. Ustawiliśmy krawężniki, trzeba było zrobić wjazdy na posesje oraz chodniki. Wytłumaczyłam brygadziście i gdzieś pojechałam. Wracam i oczom nie wierzę: taki szmat roboty zrobiony, że mocno zaskoczyła mnie wydajność brygady. Tylko coś panowie byli za bardzo zadowoleni: no i jak szefowo, gra? Niestety widzę, że chodniki mają spadek w stronę działek, a nie w stronę jezdni. Panowie w tym momencie zostali poproszeni do barakowozu, gdzie dowiedzieli się, że ja również znam „polską łacinę”. Byli tym mocno zaskoczeni, a jeszcze bardziej tym, że musieli kilkanaście metrów chodnika rozebrać i ułożyć na nowo. No, ale ja już do końca miałam spokój i jak był problem, to był prawdziwy, a nie stworzony dla sprawdzenia umiejętności „baby”. Chyba skrzywieniem zawodowym jest dla mnie... zapach asfaltu. To dziwne, ale zwyczajnie go lubię.

Gdyby dzisiaj ktoś pani powiedział, że ma pani szansę powtórzyć swoje życie łącznie ze zmianą zawodu, to? - Zmieniłabym jedno: datę urodzenia po to, aby jeszcze trochę „pobuszować” na drogach - szczególnie, że ostatnio dużo się w tej branży dzieje. Ale na pewno wybrałabym ponownie zawód budowlańca-drogowca. To jest najpiękniejszy prezent, jaki dostałam od losu, że mam zawód i wykonywałam pracę, które kocham.

 

Opracowanie: Magdalena Bednarczyk, Barbara Klem

www.piib.org.pl

www.kreatorbudownictwaroku.pl

www.izbudujemy.pl

Kanał na YouTube

Profil na Google+