Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.

Sekretne życie szkieletorów

12.02.2019

W trakcie remontu po zdemontowaniu całej w zasadzie zabudowy wewnętrznej i zewnętrznej „załamał się” rygiel dachowy. Sam z siebie.

Bliższe oględziny wykazały, że spawacz zapomniał przyspawać blachy węzłowe do słupa. Blachy, do których był przykręcany rygiel. Na ryglu tym opierała się znaczna część dachu. I te blachy złapane tylko spoinami sczepnymi wytrzymały jakimś cudem 40 kilka lat. A zakładowa NRD-owska kontrola jakości puszczała wszystko jak leci. Tak mi się przynajmniej wydaje. Rozbiórka elementów zabudowy i obudowy naruszyła sztywność połączenia.

 Do tego doszły jakieś drgania, może nawet uderzenia. I stało się, zamiast połączenia nastąpił brak połączenia. Na szczęście rygiel się zaklinował między słupami i nie spadł pięć pięter w dół.

W dodatku po wyburzeniu ścian zewnętrznych i wewnętrznych wystąpił zauważalny spadek sztywności całego szkieletu. Trzeba było zastosować tymczasowe zastrzały. W konstrukcji nie zastosowano bowiem żadnych stężeń z wyjątkiem ścian
obudowy zewnętrznej i klatek schodowych, rozebranych na potrzeby remontu. Przy przyjętym systemie usztywnień bryły budynku i niskiej jakości wykonania połączeń budynek zaczynał się kołysać jak podczas trzęsienia ziemi. Wykonano więc prowizoryczne stężenia w postaci zastrzałów poprzecznych i podłużnych stężeń cięgnowych. Na razie budynek stoi i czeka na decyzje o dalszym postępowaniu. Najprawdopodobniej decyzję o rozbiórce.

 

mgr inż. Olgierd Donajko

www.piib.org.pl

www.kreatorbudownictwaroku.pl

www.izbudujemy.pl

Kanał na YouTube

Profil na Google+