We współczesnym świecie kobiety coraz częściej podejmują się wykonywania zawodów zdominowanych przez mężczyzn. Okazuje się, że niejedna z pań świetnie odnajduje się w branży budowlanej. Silne, konkretne, a jednocześnie łagodne i wyrozumiałe... Kobiety na budowie.

 

Ewa Widawska-Lefik prowadzi biuro projektów w Łodzi już od 28 lat, a w budownictwie pracuje od 40 lat. W biurze współpracuje z jedną, czasem dwiema kobietami, reszta - mężczyźni.

- Żadnymi danymi statystycznymi jednak nie dysponuję, mogę tylko orientacyjnie powiedzieć, jak to moim zdaniem wygląda. Na studiach na Łódzkiej Politechnice, na Wydziale Budownictwa, jak 45 lat temu, tak i dziś jest mniej więcej połowa kobiet (może trochę mniej). Na placu budowy dominują mężczyźni, w biurach, na naradach, spotkaniach, zwłaszcza tych poważnych, z ważnymi przedsiębiorcami i firmami - dominują zdecydowanie. Mimo, że nas, kobiet jest coraz więcej, powstaje jednak pytanie - gdzie znikamy. - zastanawia się.

Jak to jest być kobietą w budowlance?

- Pewnie tak samo jak być mężczyzną. Bronimy się kompetencjami i ewentualne seksistowskie podejście szybko mści się na mężczyźnie, który się zagalopował. Czasem trzeba przypomnieć, że nie „pani Ewuniu”, tylko „pani inżynier”. Kobieta jak wszędzie, tak i na budowie, naradzie czy spotkaniu zdecydowanie łagodzi atmosferę. To dzięki temu, że nie kierujemy się przesadnymi ambicjami, nie dajemy się ponosić agresji. Kobieca łagodność plus kompetencja! Rzadziej szarża, jak to często u kolegów. Muszę się też zwierzyć, że niejeden raz wśród moich współpracowników musiałam sobie powiedzieć: „ktoś tu jednak powinien być mężczyzną, wygląda na to, że jednak ja.” - opowiada pani Ewa.

Pani Ewa przytacza też anegdoty z własnego doświadczenia. - Najzabawniej bywa wtedy, gdy przychodzi pracować z przedstawicielami kultur, w których kobieta jest przypisana do ról tradycyjnych. Kiedyś dyskutowałam warunki projektu dużego przedsięwzięcia budowlanego z Japończykami (zrealizowanego później szczęśliwie i z powodzeniem przez moje biuro). Japończykom nawet do głowy nie przyszło kierować swoje wypowiedzi w moim kierunku. Zwracali się tylko do kolegów inżynierów: mężczyzn siedzących z mojej prawej i lewej strony. W końcu doszło do pytania, z kim będą podpisywać umowę, i wtedy obaj moi męscy współpracownicy wskazali zgodnie na mnie. Miny Japończyków bezcenne, złożyli ręce i wydali (a było ich około dziesięciu) zgodny okrzyk zdziwienia, coś w rodzaju „wow!”. Ale od tego momentu już kierowali swoje pytania tylko do mnie. Nie trzeba jednak szukać aż na antypodach. Pewnego razu przyszło mi prezentować projekt przed firmą ze Śląska. Kiedy weszłam na salę, oświadczyli, że: „to chyba pomyłka, bo my tu czekamy na konstruktora”. Szybko jednak zrozumieli, że konstruktorem może być kobieta i cała dalsza współpraca przebiegła przyjaźnie i pomyślnie.

 

Polecamy też: Kiedy projektowanie inżynierii budowlanej uprawnia do zastosowania stawki 50% kosztów uzyskania przychodów

 

- Plac budowy to całkiem fajne miejsce pracy. Wystarczy dobra organizacja, profesjonalne podejście i trochę dobrego humoru. Jak się wszystko poukłada, to nie ma problemów - ocenia Urszula Koziejko z białostockiego Instalu.

W 1998 r. skończyła inżynierię sanitarną na Wydziale Budownictwa Politechniki Białostockiej i rozpoczęła pracę. Dziś jest pełnoletnim inżynierem, ma za sobą 20-letni staż na stanowisku kierownika i mnóstwo zrealizowanych obiektów w całej Polsce.

- Na moją pierwszą budowę - hali sportowej przy I LO w Białymstoku zawiózł mnie dyrektor, a pracownicy myśleli, że przyjechał z córką - wspomina. - Byłam tam inżynierem budowy. Z największym sentymentem wspominam jednak kolejne zadanie: budowę warzelni i tankofermentatorów dla browaru w Łomży. Po tej inwestycji zrobiłam uprawnienia (2001 r.) do kierowania i nadzorowania robót w zakresie sieci i instalacji sanitarnych bez ograniczeń. Młodą dziewczynę samą zostawili i kazali budować. Galeria Biała w Białymstoku to też ważna inwestycja. Pierwsza galeria w mieście, duże zadanie, wielu wykonawców. No i ważna była budowa galerii Plaza w Suwałkach, bo... tam poznałam męża.

Mąż pani Uli jest również inżynierem. Mają dwoje dzieci: Szymona - 6,5 roku i Maciusia - 4,5 roku.

- Czasem jest ciężko - mówi pani Ula. - Mamy na ratunek babcię. Nie mam czasu posiedzieć z kawą, ale wiem, że tak nie będzie zawsze. Mam dobrego pracodawcę. Uwzględnia moją sytuację, nie pracuję w terenie, ale może z czasem zacznę wykorzystywać moje doświadczenie do nauki młodzieży...

- Nie jestem osobą, która narzeka - podsumowuje. - Moja praca to dobry wybór. Jestem z niej zadowolona. Jest ciekawa, nie monotonna, poznaję dużo osób, cały czas się uczę. Każda dobrze zrealizowana inwestycja daje dużo satysfakcji. Staram się jakoś to ogarniać.

 

Krystyna Trojan, właścicielka Firmy „NAJORT” w Rybniku, ukończyła Politechnikę Śląską na kierunku budownictwo w specjalności konstrukcje budowlane. - Wyobrażałam sobie swoje przyszłe zajęcie za „deską kreślarską” w pracowni projektowej, ale życie zweryfikowało trochę moje plany - wspomina. - Po zakończeniu studiów w 1980 roku podjęłam pracę w Kombinacie Budownictwa Ogólnego w Rybniku, kolejno w działach realizacji, koordynacji i jakości w wytwórni elementów prefabrykowanych.

Następnie pani Krystyna pracowała w wielu przedsiębiorstwach budowlanych i może pochwalić się szerokim doświadczeniem. - W 1993 roku przeszłam do firmy „ENERGO-INWEST” - spółki utworzonej przy Elektrowni Rybnik i tam zorganizowałam dział generalnego wykonawstwa, którym kierowałam do 2000 roku. - Od 2000 roku prowadzę własną działalność gospodarczą. Zajmuję się głównie prowadzeniem inwestycji i nadzorami budowlanymi. W swojej pracy zrealizowałam sporo obiektów o bardzo różnym charakterze i przeznaczeniu - opowiada.

 

Czytaj też: Po co nam etyka?

 

Praca w terenie stała się żywiołem pani Krystyny. - Krok po kroku zostałam panią inżynier na budowie, co nie ukrywam bardzo polubiłam. Szczerze powiedziawszy siedzenie za biurkiem jest teraz dla mnie trochę karą, bo zdecydowanie wolę budowę, gdzie ciągle się coś dzieje i efekty moich decyzji są szybko widoczne. Właściwie wśród moich znajomych budowlańców jestem jedną z nielicznych pań pracujących głównie na budowach. Fakt ten powoduje często sporo humorystycznych sytuacji. Jak mówi jeden z moich kolegów, najpierw wzrasta „kultura języka”, potem powoli rośnie akceptacja stanowiska kobiety.

- Prawdą jest to, że kobieta, żeby funkcjonować na budowie, musi być zdecydowanie lepiej przygotowana merytorycznie od panów, ponieważ już sama obecność kobiety-inspektora budzi w mężczyznach ducha rywalizacji. Stare przysłowie mówi, że kobieta łagodzi obyczaje i w sytuacjach trudnych (a takich przecież na budowie nie brakuje) wiele razy się ono sprawdziło, bo dyskusja bez niepotrzebnego „skakania sobie do gardeł” stała się merytoryczna i spokojna - kontynuuje.

- Pracując wiele lat na budowie, przekonałam się również o tym, że trzeba rozmawiać z ludźmi: od zbrojarza, cieśli, montażysty, kafelkarza do kierownika budowy czy inżyniera kontraktu. Od każdego człowieka można się wiele nauczyć i z tego należy korzystać. Spotykam coraz częściej na budowach koleżanki z branży, zarówno po stronie wykonawstwa, projektowania, jak i nadzorów, i muszę przyznać, że jesteśmy bardziej konkretne, zorganizowane oraz uporządkowane niż mężczyźni, a także mamy większe poczucie humoru, co zdecydowanie pomaga nam pracować w tym zdominowanym przez mężczyzn środowisku.

Od 2001 r. pani Krystyna należy do PIIB, od 2010 r. jest także delegatem na zjazd Śląskiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa, od 2014 r. pracuje w Okręgowej Komisji Rewizyjnej ŚlOIIB, a w 2018 r. została dodatkowo delegatem na zjazd krajowy PIIB.

 

- Minęło już ponad 40 lat od chwili, kiedy pierwszy raz podpisałam listę obecności w Rejonie Dróg Publicznych w Łomży - mówi Krystyna Lipińska.

Później wiele razy zmieniałam pracę. - Z tego powodu mam satysfakcję i wielką radość. Zdobywałam kolejne doświadczenia, kolegów, przyjaciół i dzięki temu znam pracę zarówno na budowach, jak i w administracji. Obecnie - dokładnie po 42 latach i 42 dniach pracy - jestem już na emeryturze, chociaż ciągle jeszcze aktywna zawodowo poprzez nadzory oraz inne zlecenia.

Doświadczenia z „obu stron barykady”, a i znajomość dwóch zawodów, bo z wykształcenia jest drogowcem i sanitarnikiem - bardzo przydają się w wykonywaniu obowiązków Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Podlaskiej OIIB, którym pani Krystyna jest od 2014 r. i nie ukrywa, że jest to dla niej zaszczyt.

- Czasami żartobliwie mówię, że jestem „budowlańcem obojga zawodów”. Moje ścieżki zawodowe bardziej jednak prowadziły mnie po drogach niż po kanałach, choć te drugie również poznałam. Zawsze interesowała mnie budowa, kocham coś robić, poszukiwać nowych wyzwań.

Pani Krysia przypomina sobie miłe, a nawet zabawne sytuacje z życia zawodowego. - Byłam kierownikiem budowy ulic osiedlowych. No i panowie nie bardzo wyobrażali sobie, że może nimi kierować „baba”. Ustawiliśmy krawężniki, trzeba było zrobić wjazdy na posesje oraz chodniki. Wytłumaczyłam brygadziście i gdzieś pojechałam. Wracam i oczom nie wierzę: taki szmat roboty zrobiony, że mocno zaskoczyła mnie wydajność brygady. Tylko coś panowie byli za bardzo zadowoleni: no i jak szefowo, gra? Niestety widzę, że chodniki mają spadek w stronę działek, a nie w stronę jezdni. Panowie w tym momencie zostali poproszeni do barakowozu, gdzie dowiedzieli się, że ja również znam „polską łacinę”. Byli tym mocno zaskoczeni, a jeszcze bardziej tym, że musieli kilkanaście metrów chodnika rozebrać i ułożyć na nowo. No, ale ja już do końca miałam spokój i jak był problem, to był prawdziwy, a nie stworzony dla sprawdzenia umiejętności „baby”. Chyba skrzywieniem zawodowym jest dla mnie... zapach asfaltu. To dziwne, ale zwyczajnie go lubię.

Gdyby dzisiaj ktoś pani powiedział, że ma pani szansę powtórzyć swoje życie łącznie ze zmianą zawodu, to? - Zmieniłabym jedno: datę urodzenia po to, aby jeszcze trochę „pobuszować” na drogach - szczególnie, że ostatnio dużo się w tej branży dzieje. Ale na pewno wybrałabym ponownie zawód budowlańca-drogowca. To jest najpiękniejszy prezent, jaki dostałam od losu, że mam zawód i wykonywałam pracę, które kocham.

 

Opracowanie: Magdalena Bednarczyk, Barbara Klem