Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.

O produktywności w budownictwie i standaryzacji obiektów budowlanych

12.12.2018

Prawo budowlane z 1994 r. odrzuciło instytucję projektów typowych. Dom jednorodzinny ma odtąd charakter jednostkowy i niepowtarzalny. Jego projekt budowlany musi być wykonany przez architekta i zespół inżynierów, podczas gdy wcześniej mógł to zrobić jeden architekt, inżynier lub technik. Poziom zarobków, koszty kredytów hipotecznych i koszty wykonawstwa skutkują tym, że zakup mieszkania lub budowa domu zabiera efekty pracy połowy czasu życia człowieka i nic nie wskazuje na to, że będzie lepiej. Praca w budownictwie jest ciężka, wykonywana w warunkach słoty i mrozu, w pyle i hałasie; jest związana z wydłużonym dziennym czasem pracy i pracą w święta. Jest matecznikiem nieporozumień i wzajemnego oszukiwania się zamawiających, dostawców, wykonawców, podwykonawców i ich pracowników. W branży nieustannie brakuje rąk do pracy; pracownicy odchodzą do innych działów gospodarki, gdy tylko pozwala na to koniunktura. Równocześnie nie ustaje problem zaspokajania jednej z podstawowych potrzeb ludzkich – mieszkania. A to nie tylko tkanka budowlana; to także media, bez których obiekty mieszkaniowe nie mogą funkcjonować: energia elektryczna, telekomunikacja, woda, gaz, ciepło. Ich dostępność jest funkcją ceny, a cena zależy od sposobu urządzenia państwa, fiskalizmu, rozwinięcia rynku budowlanego oraz gospodarności producentów i dystrybutorów mediów.

 

Fot. © MaxFrost - Fotolia.com

 

Nadzieja na poprawę jakości życia

U progu technologii BIM (w jej cywilnym życiu) stały wyniki badań Departamentu Handlu USA, obejmujących okres 1964–2003 r. i dotyczących produktywności. Przysłonięte w czeluściach netu przez późniejsze entuzjastyczne publikacje, pozostawiły po sobie wielokrotnie powielany wykres indeksu produktywności w różnych gałęziach gospodarki. Wykres epatuje 20-procentowym spadkiem produktywności budownictwa, przy ponad 115-procentowym wzroście produktywności w gospodarce pozarolniczej (w czasie 40 lat poprzedzających rok 2003). Arywiści głoszą, że wprowadzenie technologii może znacznie poprawić produktywność (w przyszłości), lecz wymaga najpierw kilkuletnich inwestycji dotowanych. I dlatego inwestować w BIM i ponieść te koszty powinny budżety krajowe, a nie biznes (który musi zarabiać). Tak trzeba, bo z sukcesem zrobiła to amerykańska armia, która – jak wszyscy wiedzą – wyprzedza technologie cywilne. W pierwszych latach po ukazaniu się wykresu wskazującego na regres produktywności w budownictwie, lejtmotywem BIM była nadzieja na poprawę bytu środowiska budowniczych, które jest bardzo ciężkim zawodem, od którego ludzie odchodzą w miarę poprawy zamożności społeczeństw. Była też nadzieja na zwiększenie dostępności mieszkań i zmniejszenie innych kosztów życia, na które wpływ mają koszty infrastruktury. Z upływem lat lejtmotyw niepokojąco cichnie.

Notowany w ramach pilotażowych inwestycji wzrost produktywności w technologii BIM (do 25%) może nie wynikać z samego wehikułu, lecz z innych powodów: kreowania obiektów utylitarnych (nieskomplikowanych), koordynacji wszystkich elementów obiektu do jednego dystansu cyklu życia i liczenia kosztów inwestycji z uwzględnieniem wydłużonego cyklu życia. Projekty pilotażowe finansowane są z budżetu, a zamówienia kierowane do użytkowników nowej technologii; z tego powodu wyniki nie są reprezentatywne. Budżet związany jest zawsze grą polityczną, gdy biznes (którego nie trzeba uczyć jak wydawać pieniądze) nie podejmuje zwykle ryzyka, gdy horyzont inwestycji jest zbyt długi.

Poddanie się presji nowości niekoniecznie skutkuje udziałem w postępie. Można to prześledzić na historii pecetów w latach 90. ub. wieku, gdy relatywnie ubodzy mieszkańcy krajów środkowoeuropejskich finansowali jednostki naukowo-badawcze globalnych koncernów, kupując po kolei ich dobrze reklamowane, wychodzące z użycia produkty z szybko rosnącą częstotliwością taktowania: 60, 66, 75, 90, 120 MHz, itd.; z ciągle niedostatecznymi możliwościami zawodowymi, a każdy nowo kupiony produkt kosztował tyle w sile nabywczej, co poprzedni. Kto wtedy się nie śpieszył, sporo zaoszczędził. Zgiełk wokół BIM wskazuje, że w obrębie cyfryzacji budownictwa, koncerny zechcą złotodajny proces powtórzyć. Postęp jest nieuchronny, lecz warto zauważyć, że dyrektywy kierownictwa wspólnego rynku (PE) nie używają nawet akronimu BIM i ograniczają się do „nowych narzędzi”, dla których muszą istnieć alternatywne środki dostępu i które nie mogą ograniczać dostępu do zamówień publicznych. Jeśli kosztowne wdrożenie technologii BIM w budownictwie – w miejsce wspomagania komputerowego – nie prowadziłoby do skrócenia czasu życia niezbędnego do pozyskania dachu nad głową (mieszkania), to po co właściwie ten wysiłek?

www.piib.org.pl

www.kreatorbudownictwaroku.pl

www.izbudujemy.pl

Kanał na YouTube

Profil na Google+